.jpg)
Wczorajszy dzień wypadł dość intensywnie pod względem zjadanych kaset
w magnetofonie, zresztą - co mu wrzuciłem do pyska to zjadał ze smakiem. Począwszy od Strzałów znikąd Piotra Miki na dzień dobry, przechodząc przez psychodeliczny klimat Echoes, Davida Bowie płyty Aladdin Sane kończąc na strasznych trzaskach noisowego klimatu The Beauty Of Skilines - Carlos Giffoni. Nie obyło się oczywiście bez szybszych rytmów, takich jak Crystal Castles, co nie wiem jak Natalia ale ja intensywnie odsłuchuję. Przed wieczorem w celu uspokojenia tych paru centymetrów objętości pod czaszką ładnie grała Suki Ewers, tak Suki gra ładnie. Była też lekka, aczkolwiek dość głęboko osadzona nuta Elektrolotu. Natalia po wielkiej, długo trwającej epidemii Madonny, królowej disco, wczoraj wybrała lekką inność, dygresję. Nasz zawód nie jest łatwy. Mianowicie zdecydwała się na Archive, An On Bast - ocena pozytywna, w końcu dziewczyna inspiruje się Autechre. Oczywiście bez Bjork to dzień stracony, nie będę wnikał w styl. Wiadomo. Nie mam nic przeciwko. Pojawił się też R. Waters. Pink Floyd wygrywa, oraz pryzmat inspirowany okładką. A, prawie bym zapomniał o Goldfrapp, co na samą
myśl mnie strasznie uspokoiło, tak jak całokształt tej muzyki, ten Londyn i jego wpływy. W przerwach swoje dźwięki generowało Asobi Seksu, co znaczenia tych slów pozwolilem sobie wytłumaczyć późną nocą.
Wieczorem na pierwszym planie Atelier. Budzik nas z rana usypiał smacznie i po ulegnięcu mu usnęliśmy jak dzieci.

Brak komentarzy:
Prześlij komentarz